Zacznijmy od tego, iż proces w sądzie kościelnym I Instancji nie powinien przekroczyć roku, zaś w II Instancji połowy tego czasu. Naturalnie są to tylko ramy umowne, gdyż nie można przecież kosztem niedostatecznego zbadania sprawy czynić zadość owym granicom czasowym. Pojawia się stąd pytanie – czy można przyspieszyć proces o stwierdzenie nieważności małżeństwa? Aby udzielić odpowiedzi, warto rozróżnić w kościelnym procesie małżeńskim to, co zależy do samej Strony/Stron, od tego, co już nie pozostaje w Jej/Ich gestii.

Jak wrzucić 5-ty bieg?

Co zatem zależy od Strony/Stron? Po pierwsze, mając do wyboru kilka właściwych sądów kościelnych, można zastosować kryterium czasu trwania procesu w danym trybunale. Po drugie, tak naprawdę to od czasu, w jakim zostaje złożona skarga powodowa, zależy to, kiedy sprawa zostanie zakończona. Prostym przykładem niech będzie ten z zakresu dowodów. Bieg czasu nie służy ani ich ilości (jakiś środek dowodowy może przestać być dostępnym), ani jakości, co może pozostawać w związku z koniecznością uzupełnienia materiału dowodowego, zatem kolejnym wydłużeniem. Po trzecie, w pewnym sensie dużo też zależy od postawy Strony przeciwnej, tj. od tego, czy zaangażuje się ona w proces, czy wręcz przeciwnie, „zmuszając” przez to sąd do wystosowywania sądowych pism, zmuszając go tym samym do oczekiwana na jakąkolwiek odpowiedź. Po czwarte, już w trakcie procesu, Strona/Strony winna/winny zadbać o dyspozycyjność środków dowodowych (np. dyspozycyjność świadków do bycia przesłuchanymi). Wreszcie po piąte, nie do rzadkości należy sytuacja, gdy proces kościelny kończy się wydaniem wyroku negatywnego. Dlaczego? Dlatego, gdyż – przykładowo – Strona źle zaproponowała tytuł prawny, przez co „zmuszona” jest do zaczynania procesu od samego początku.

Franciszek wrzuca 6-tkę…

Papież Franciszek w swoim ostatnim motu prioprio Mitis Iudex Dominus Iesus przez zmiany w prawie, chciał osiągnąć znaczące przyspieszenie procesu i wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście Mu się udało. W tym momencie dochodzimy też do drugiej grupy czynników, która może mieć na to wpływ, jednak nie jest zależna od Strony/Stron. Chodzi przede wszystkim o liczbę spraw rozpatrywanych przez sąd kościelny, zwłaszcza, gdy dla danej sprawy przydzielony jest tylko jeden właściwy sąd. Następnie kwestia kadry – liczba sędziów, notariuszy i innych urzędników. Pojawia się stąd pytanie – czy w takiej sytuacji Strona/Strony może/mogą coś mimo wszystko uczynić? Wydaje się, że jednak tak. Prostym przykładem jest np. dbałości o szczegóły w sprawie, o właściwe przygotowanie pism procesowych oraz materiału dowodowego, czy elementarną terminowość. Jeżeli chociażby takie kwestie spoczywają na pełnomocniku lub adwokacie strony, nie są nimi obciążeni pracownicy sądowi, którzy mogą skoncentrować się na swoich obowiązkach.

Czasem opłaca się dojechać na 4-ce

Reasumując – czy jest zatem możliwe przyspieszenie kościelnego procesu o stwierdzenie nieważności małżeństwa? Na tak postawione pytanie należy udzielić odpowiedzi pozytywnej. Czas dla zakończenia sprawy jest proporcjonalny m.in. do właściwego zaangażowania się Strony, czyniąc zadość wszystkiemu, czego wymaga prawo kanoniczne. Z drugiej strony należy mieć na względzie, iż – choć kwestie czasowe są w życiu istotne – najważniejsza pozostaje staranność w dojściu do prawdy. Nikt przecież nie chciałby otrzymać negatywnego wyroku w wyniku zaniedbań z pośpiechu.

Autostrady

Nie poruszamy przy tym innej kwestii, pobocznie związanej z tematem, jak kierowanie pism do Sądu w kontekście „przyspieszenia” procesu kościelnego. Takie również są możliwe. Nie przywołujemy też odrębnych regulacji prawnych, przez które proces o stwierdzenie nieważności małżeństwa rzeczywiście jest już przyspieszony. Temat pozostaje zatem otwarty – zapraszamy do dalszej lektury.