Rozwód kościelny, unieważnienie małżeństwa, unieważnienie ślubu kościelnego… Różnie zwykło się nazywać to, co w prawie kanonicznym określa się jako stwierdzenie nieważności małżeństwa. Duszpasterze są na tym punkcie bardzo czuli ze względu na szerzącą się wokół kulturę rozwodową, a także naciski na Kościół, by złagodził swoje nauczanie w tej kwestii. W myśl doktryny katolickiej (opartej o Pismo Święte i Tradycję), małżeństwo sakramentalne jest nierozerwalne z ustanowienia Bożego. Jakkolwiek by się to komuś nie podobało, Kościół – choćby chciał – nie dysponuje władzą udzielania rozwodów, jak ma to miejsce w prawie cywilnym. Domniemywa się, iż każde małżeństwo sakramentalne jest ważne, dopóki nie udowodni się czego innego. Owa próba udowodnienia to nic innego jak proces o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Innymi słowy jest to postępowanie sądowe, podczas którego przedstawia się dowody za nieważnością małżeństwa. Co i w jaki sposób należy udowodnić, to zupełnie odrębny temat, który będziemy przybliżać w kolejnych odsłonach.

A może rozwód kościelny jednak istnieje?

O ile stwierdzenie, że „w Kościele nie ma rozwodów” przewija się przez niemal każde forum czy stronę internetową poświęconą tej tematyce, o tyle rzadziej można usłyszeć o wyjątkach, w których Kościół rozwiązuje ważnie zawarte małżeństwo. Jeżeli rozwiązuje, dokonuje zatem – mówiąc przekornie – „rozwodu”.

Seks – bez niego ani rusz

Jedną z takich okoliczności jest sytuacja, w której małżeństwo sakramentalne nie zostało dopełnione przez akt seksualny. Nie zagłębiając zbytnio w historię, dość powiedzieć, iż na przestrzeni wieków Kościół długo zastanawiał się, od jakiego momentu małżeństwo jest nierozerwalne. Czy od wyrażenia zgody (wygłoszenia przysięgi), czy od momentu dopełnienia tegoż małżeństwa przez akt seksualny. Skąd taka wątpliwość? Wynikała ona z dawnych uwarunkowań kulturowych. Kiedy w minionych wiekach chrześcijaństwo rozprzestrzeniało się po świecie, natrafiało ze swoją nauką na różne uwarunkowania kulturowe, religijne, czy etniczne. Tam, gdzie panowała kultura prawa, opowiadano się za opcją, w której to akt woli (przysięga) sprawiał, że małżeństwo uznawano za zawarte i obowiązujące. Na obszarach, w których dominowały ludy plemienne czy osadnicze, przyjmowało się, iż to akt seksualny był istotniejszy od samej ceremonii. W niektórych kulturach (np. romskiej) nawet obecnie praktykuje się, iż wybranka jest najpierw „porywana”, a dopiero po odbytej nocy przyszły pan młody prosi rodziców dziewczyny o zaakceptowanie jego kandydatury na narzeczonego.

Kościół, chcąc pogodzić różne tradycje z prawdą o nierozerwalności małżeństwa, uznał iż małżeństwo ważnie zawarte jest nierozerwalne względnie, a zawarte i dopełnione przez akt małżeński – bezwzględnie. Stąd też stwierdzono, iż jedynie papież może udzielić dyspensy super rato i dla odpowiedniej przyczyny rozwiązać ważnie zawarte, lecz niedopełnione małżeństwo – zatem udzielić „rozwodu kościelnego”.

Wiara – równie ważna!

Druga sytuacja dotyczy małżeństwa osób nieochrzczonych. Mowa oczywiście o małżeństwie niesakramentalnym, czyli np. sformalizowanym cywilnie lub w innej religii. Jeżeli jedno z małżonków ochrzciło się, drugie zaś chce z tego powodu opuścić wspólnotę małżeńską lub uniemożliwia pierwszemu wypełnianie praktyk religijnych, Kościół ma władzę rozwiązać takie małżeństwo. Przywilej Pawłowy, gdyż o nim mowa, bierze swój początek od Św. Pawła, który poucza o tym chrześcijan w Koryncie, kierując do nich jeden ze swoich listów, będący częścią Pisma Świętego (1 Kor 7, 12-15).

Stwierdzenie nieważności małżeństwa

Zarówno przypadek małżeństwa niedopełnionego jak i opisanego rozwiązania małżeństwa na korzyść wiary są okolicznościami występującymi nader rzadko. O wiele rzadziej niż procesy o stwierdzenie nieważności małżeństwa, których corocznie toczy się kilkadziesiąt tysięcy na całym świecie. O nich to właśnie i o kwestiach z nimi związanych będziemy pisać w następnych odsłonach.